Rękodzieło jest moją pasją, radością, a także sposobem wyrażania siebie i przepisem na życie... Będzie mi miło, gdy zostawisz po sobie komentarz:)

wtorek, 18 października 2016

Całkiem nowe kredowe

Witam wszystkich po sporej przerwie w blogowaniu. Dzisiaj będzie długi, nawet bardzo, ale mam nadzieję ciekawy i pomocny post o farbach:)

Pewnie niektórzy już wiedzą, że na rynek właśnie dziarsko wkroczyła nowa firma z samowoskującymi farbami kredowymi. Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą: są to angielskie farby EVERLONG. Zaciekawiona tą nowinką, postanowiłam dowiedzieć się o nich czegoś więcej i dzięki uprzejmości dystrybutora, miałam możliwość przetestować je, by przekonać się namacalnie czym one właściwie się różnią od lubianych i używanych przeze mnie farb kredowych Americana Decor


Po pierwsze, farby Everlong występują w dwóch pojemnościach: mniejszej - 100ml (w sam raz dla dekupażujących) oraz większej - 1l (dla wielbicieli przeróbek meblowych), co stanowi alternatywę dla Americany, dostępnej na naszym rynku w opakowaniach 59ml, 236ml i kilku kolorów w 473ml. To jednak nie jedyna różnica. Oczywiście do dyspozycji mamy trochę inne palety barw. Podczas gdy Americana stawia na bardziej nasycone kolory, przez co - w moim odczuciu - łatwiej wpisuje się w techniki zdobienia niewielkich przedmiotów, Everlong dysponuje większą gamą przyjemnych odcieni pastelowych, z kilkoma mocniejszymi akcentami, dzięki czemu idealnie nadaje się do stylizacji mebli. Konsystencja i świetna siła krycia według mnie są w obu przypadkach porównywalne. Natomiast Everlong jest zupełnie innowacyjną farbą w stosunku do Americana Decor, Annie Sloan czy innych farb dostępnych na rynku, ponieważ jako jedyna ma już w swoim składzie wosk, co w praktyce przekłada się na to, że nie musimy martwić się o późniejsze zabezpieczenie dekorowanych powierzchni. A to oznacza, że możemy pracować szybciej i efektywniej, co dla większości z nas ma na pewno spore znaczenie:) 


Do testowania farby posłużyła mi stara komódka, rodem z PRL-u, z mocno podniszczonym blatem i kolorem niezbyt pasującym do wnętrza, w którym stanie. Miało być miło, łatwo i przyjemnie, ponieważ farby kredowe można (teoretycznie) nakładać na oczyszczony przedmiot bez uprzedniego zdzierania starych powłok, ale nie tym razem. Mebel mimo niewielkich rozmiarów okazał się być wielce charakterny i pokazał dobitnie, że miło - owszem - będzie, przyjemnie w efekcie końcowym również, ale niekoniecznie łatwo.


Czując podskórnie, że nie należy iść na skróty, sumiennie zabrałam się za porządne zeszlifowanie uszkodzonej powierzchni i zagruntowanie jej specjalnym rodzajem lakieru One Coat Sealer firmy Everlong. Wszak zależało mi na tym, by efekt końcowy moich zmagań utrzymywał się w nienagannym stanie przez długi czas, a jak wiadomo, odpowiednie przygotowanie powierzchni przed malowaniem procentuje potem lepszą trwałością. Jednym słowem niby nie trzeba, ale naprawdę warto wstępnie się pogimnastykować;)


Następnie wałkiem pomalowałam komodę z zewnątrz na kolor biały (Porcelain/Everlong), a środek i drzwi na ciemny szary (Relic/Americana Decor). Póki malowałam było pięknie. Krycie obu farb było fantastyczne - po pierwszej warstwie farb brąz zniknął, wydawało się, że bezpowrotnie. Do czasu, aż wszystko dobrze wyschło i miejscami zaczął wyłazić w postaci niezbyt uroczych plam, ale żeby było sprawiedliwe: zarówno na bieli, jak i na szarości. Wiedząc, że czasami tak bywa z brązami chwyciłam ponownie za One Coat Sealer i machnęłam nim całą szafkę ze wszystkich stron. Po wyschnięciu i lekkim przeszlifowaniu znowu pomalowałam mebel na wybrane kolory. Było pięknie. Po wyschnięciu również. Zadowolona przepolerowałam lekko białą farbę miękką szmatką, przez co zrobiła się niesamowicie przyjemna w dotyku, jedwabiście gładka i nieznacznie satynowa. 

Tu ciekawa obserwacja: jest wyraźna różnica w wykończeniu, jeśli chodzi o połysk (a dokładniej jego brak) w przypadku farby samowoskującej Everlong i innej kredówki po zawoskowaniu. Everlong zapewnia bardziej matowe wykończenie, co myślę będzie dobrą wiadomością dla tych, którzy nie przepadają za połyskiem czy nawet delikatną satyną na swoich pracach. 

Americana Decor nie jest niestety farbą samowoskującą, dlatego ponownie chwyciłam za One Coat Sealer, ponieważ preparat ten może być używany również jako wierzchni lakier zabezpieczający. Pokryłam nim szarości oraz blat komódki, gdyż w moim odczuciu blat, jako powierzchnia najbardziej narażona na uszkodzenia, wymagał mocniejszego zabezpieczenia. Po wyschnięciu lakieru ponownie powitałam brązowe plamy, zarówno na bieli, jak i na szarości. Powtórzyłam szlifowanie, malowanie i ponownie chwyciłam za lakier, tym razem jednak wybrałam bardzo polecany lakier do drewna firmy Flugger, mając nadzieję na koniec perypetii. Brąz miał to w poważaniu i znowu mnie z drwiną powitał. Lekko załamana - bo oczywiście zależało mi na czasie:) - wykonałam telefon do Pana Sławka, który jako dystrybutor farb Everlong wie o nich praktycznie wszystko, ale po próbie wspólnego rozwikłania problemu okazało się, że w tym przypadku nie obędzie bez konsultacji ze specjalistą, który "zjadł zęby" na "trudnych" meblach. Z pomocą przyszła Pani Wanda McKenna, która podpowiedziała by pokryć uparciucha warstwą szelaku albo lakieru spirytusowego. Poskutkowało, za co serdecznie Pani dziękuję! Po ponownym nałożeniu farb, biel pozostała bielą, a szarość szarością, dzięki czemu mogłam skończyć orkę na ugorze, a komoda nareszcie mogła ujrzeć światło dzienne w nowej szacie. 


Dla lepszego porównania pokażę Wam jeszcze zdjęcie komody przed i po metamorfozie:


Wypadałoby na koniec krótko podsumować efekty testu;) Everlong to bardzo dobrej jakości farby, godne uwagi zarówno rękodzielnika, zajmującego się dekoracją drobnych przedmiotów, jak i osób parających się stylizacją mebli. Wybór koloru to kwestia indywidualnych upodobań, ale szeroka paleta z pewnością pozwala na realizację rozmaitych pomysłów i sprzyja kreatywności, dając sporo możliwości. Producent zadbał o to, by farba spełniała normy bezpieczeństwa, dlatego bez obaw można jej użyć tak przy dekoracji przedmiotów dla dzieci, jak i alergików. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że mają one w swoim składzie wosk, co przyczynia się do szybszego dekorowania, jak i pozwala na rezygnację z dodatkowego zakupu wosku do zabezpieczenia pracy, co czyni je bardziej ekonomicznymi niż inne farby kredowe, które wymagają końcowego zabezpieczenia. Oczywiście, o ile nie mamy na warsztacie mebla, który w trakcie przemiany zaczyna pokazywać swoje "pazurki";) Ale nawet wtedy, gdy pojawiają się problemy, warto po Everlong sięgnąć, gdyż są bardzo wydajne i naprawdę mają bardzo dobrą siłę krycia. Na wszystkie warstwy do pomalowania komody zużyłam niespełna 1/4 z litrowego opakowania (a malowałam wałkiem). Raptem tyle, co szklana herbaty;) Zatem - by nie nadużywać dłużej Waszej cierpliwości w czytaniu tego tasiemca - osobiście uważam, że jest to bardzo dobry produkt i możecie się spodziewać, że już niedługo stanie na półkach w mojej pracowni. W każdym razie bardzo bym chciała, by możliwie szybko tak się stało, gdyż następne meble ustawiły się w kolejce:) Polecam!

niedziela, 22 marca 2015

DIY - Wielkanocne ozdoby



Witajcie:)


Nazywam się Emilia Giblewska-Kryger. Od zawsze zajmuję się rękodziełem, ale od 12 lat moją największą pasją stał się decoupage.  Dziś nie zajmuję się już nim zawodowo, ale to wciąż moje wielkie hobby, a doba jest zbyt krótka, bym mogła realizować wszystkie swoje pomysły. Rzadko moje prace to klasyczny decoupage. Najczęściej łączę go z innymi technikami. Ciągle odkrywam nowe możliwości i eksperymentuję. Od czasu do czasu będę tutaj wpadać jako gościnna projektantka, by pokazać Wam co powstaje w mojej pracowni.

Dziś pokażę Wam jak można przygotować ozdoby na zbliżającą się Wielkanoc i będzie to komplet pisanek wraz z porcelanowym talerzem. Zaczynamy od zagruntowania talerza i wydmuszek oraz wyboru motywu.


Jeśli macie czas, możecie wcześniej przygotować jajka, nadając im bardziej oryginalny kształt, ale równie dobrze możecie po prostu użyć gotowych wydmuszek. 


Zdecydowałam się na niezapominajkowe papiery ITD. Użyłam dwóch ze względu na różną wielkość motywów (większe na talerz, mniejsze na jajka).


Wybrane motywy wyrwałam, a mniejsze, przeznaczone na wydmuszki ponadzierałam na brzegach,  by ułatwić sobie przyklejanie ich na zakrzywionej powierzchni.





Czas na najszybszą i najprzyjemniejszą część pracy: naklejanie. Użyłam do tego kleju Decou-Page z firmy DecoArt. 



 Kolejnym etapem było zaznaczenie ołówkiem miejsc, na których zaplanowałam szlagmetal.


















Polakierowałam wszystko trzema warstwami  lakieru szklącego Triple Thick DecoArt. Po jego wyschnięciu i utwardzeniu, co zajmuje od dwóch do trzech dni, przeszlifowałam wszystko i nałożyłam jeszcze jedną warstwę lakieru.


 Lakierowanie wydmuszek ułatwiają tekturowe podstawki.


Ponownie nałożyłam podkład na miejsca przeznaczone pod szlagmetal, żeby utworzyć matową powierzchnię do naszkicowania wzoru. 


Konturówką 3D Color Efco wykonałam grubsze części reliefu. Kolor konturówki tym razem nie ma dla nas znaczenia - nie będzie go widać.



Następnie wszystkie miejsca przygotowane pod szlagmetal pokryłam farbą w kolorze Burnt Umber To-Do, który podbije kolor płatków folii.


Po wyschnięciu farby nadszedł czas na klej do złoceń. Używam mixtionu firmy Efco, ze względu na łatwość aplikacji.  Na brzegach nakładałam go cienkim pędzelkiem.



Po wyschnięciu kleju, kiedy jest lepki w dotyku, ale całkowicie przezroczysty (ok. 1 godziny, czas schnięcia zależy od grubości warstwy i temperatury otoczenia) nałożyłam szlagmetal w kolorze srebrnym. Lubię to robić palcami.


Nadmiar szlagmetalu usunęłam pędzlem.


Nałożyłam szlagmetal także na spód talerza. 


Konturówką do szkła Talens z serii Decorfin w kolorze srebrnym (nr 800) wykonałam drobne, wypukłe elementy i kratkę.


 

„Srebrzenia” zabezpieczyłam lakierem lakierem do szlagmetalu (tym razem był to lakier antygraf firmy Maimeri).


Po wyschnięciu lakieru nakładałam partiami bitum La Pajarita i wycierałam bawełnianą szmatką tak by trochę pozostało w zagłębieniach.


Po tym zabiegu „srebrzenia” straciły połysk. Żeby podkreślić relief,  postanowiłam nadać mu więcej blasku. W tym celu na wypukłości nałożyłam dość grubą warstwą klej do złoceń.


Po jego wyschnięciu użyłam folii do złoceń w rolce. Daje ona wysoki połysk. Odcięty kawałek folii przykładałam do reliefu, błyszczącą stroną na zewnątrz i dociskałam palcem...


... a następnie odrywałam folię. 


Całość ponownie zabezpieczyłam antygrafem, gdyż oprócz tego, że stanowi on ochronę dla szlagmetalu, to daje także efekt zeszklenia dekorowanej powierzchni. Gotowe:)





Pozdrawiam serdecznie,
Emilia Giblewska-Kryger

niedziela, 15 marca 2015

DIY - Talerz z reliefami i złoceniami

Co prawda Wielkanoc za pasem, ale tym razem nie będzie kursu z jajem. Będzie za to przepis na ceramiczny, złocony talerz z reliefem i z wiosennym motywem. Złocenia trochę spatynujemy by charakterem odpowiadały motywowi. Trochę pracy przed nami, zatem - do dzieła!


Zaczynamy oczywiście od nałożenia podkładu. Nasz talerz jest z ceramiki biskwitowej, która jest porowata, dlatego musimy go przed zdobieniem zagruntować. Używam do tego akrylowej bazy To-Do. Jest dobrze kryjąca i świetnie zaizoluje nam podłoże.


Po wyschnięciu możemy talerz pomalować farbami. Ja tym razem wybrałam farby kredowe DecoArt z serii Americana Decor, w kolorach Relic (to ten ciemny szary) i Everlasting (to biały). Ponieważ farby rewelacyjnie kryją, wystarczy nam nałożenie po jednej warstwie. Zaczynamy od koloru szarego. Następnie jak farba wyschnie nakładamy biel, skośnym pędzlem, korygując ewentualne nierówności.


Tak wygląda pomalowany talerz.


Kolejnym etapem będzie nałożenie konturówki. Chcę by dość mocno odstawała od talerza i była mocno wyrazista. Dlatego użyję konturówki 3D Color firmy Efco, dzięki której uzyskam grubsze reliefy. Decydując się na wzór wykorzystam fabryczne zdobienie na talerzu.


W trakcie czekania aż konturówka wyschnie przygotujemy motywy. Tym razem będą one z papieru ryżowego. Naszym tłem będą napisy, a na nich nakleimy gniazdo, jaskółki (no wiem, że to nie ich gniazdo, ale fajnie się razem komponują) i kwitnącą gałązkę. Wszystko co nakleimy na napisy musi być dokładnie wycięte, ponieważ tło bardzo by się odznaczało.


Klejenie zaczynam od napisów, następnie przykleję gniazdo i pozostałe elementy. Do klejenia używam miękkiego pędzla i dedykowanego kleju do dekupażu (w tym przypadku będzie to matowy klej firmy DecoArt).


Kolejny etap to podmalowanie motywów. Robimy to po to, by scalić ze sobą poszczególne fragmenty i by nadać pracy głębi. Cieniowania będą bardzo delikatne, by nie zdominowały bogatej i tak kompozycji. Do malowania użyję cieniutkich pędzelków i opóźniacza do farb akrylowych, który pozwoli na dłuższą pracę z farbami i nada im transparentności.


Wreszcie przyszła pora na złocenia. Nie będziemy dziś używać prawdziwego złota, bo jest bardzo drogie, do naszego projektu w zupełności wystarczy szlagmetal, który przykleimy specjalnym klejem - mikstionem. Klej ma barwę mleczną, ale po wyschnięciu zrobi się bezbarwny. Musimy nadzorować wysychanie kleju, by go nie przesuszyć, bo wtedy płatki nie będą się dobrze trzymać. Klej musi być lekko lepki i nałożymy go czystym, suchym i miękkim pędzlem.


Następnie kawałek po kawałku przykładamy folię do złoceń i dociskamy szerokim suchym pędzlem.


Następnie na granicy motywu z napisami i folii robimy ozdobny szlaczek cienką konturówką.


Ponieważ oryginalny kolor płatków złota wręcz "bije po oczach" i sprawia, że talerz jest mocno odpustowy, musimy go trochę spatynować. Przed patynowaniem zabezpieczamy płatki złota odpowiednim lakierem do złoceń i czekamy aż lakier wyschnie. Moje postarzenia będą malowane patynami - bitum w kolorze ciemnego brązu i zieloną patyną z Efco. Preparaty nanosimy w takich ilościach aż uzyskamy zadowalający nas efekt. Możemy to robić szmatką, palcami, pędzlami lub zwykłą gąbką. Jest to naprawdę fajna zabawa, dlatego zachęcam Was do eksperymentów.


Na koniec musimy całość dobrze zabezpieczyć lakierem by uzyskać piękną błyszczącą powierzchnię. To zadanie bardzo nam ułatwi lakier szklący. W tym projekcie użyłam lakieru Triple Thick w sprayu, ze względu na nierówną powierzchnię od reliefów.




Mam nadzieję, że kursik zainspiruje Was do stworzenia niezwykłych ozdób z wykorzystaniem złoceń:) 
Pozdrawiam Was serdecznie,
Katarzyna